W miniony poniedziałek (3 grudnia) wziąłem udział w ciekawej dyskusji. Na zaproszenie Lewiatana (podziękowania dla Pani dr Grażyny Spytek – Bandurskiej, Wicedyrektora Departamentu Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy Lewiatana) uczestniczyłem w spotkaniu Rady Dyrektorów Personalnych tej organizacji z Radosławem Mleczko, Podsekretarzem Stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, który jest odpowiedzialny w resorcie za obecne prace nad nowelizacją działu VI Kodeksu pracy „Czas pracy”.

Sprawa nowelizacji przepisów o czasie pracy jest, jak sobie łatwo wyobrazić, delikatnej natury. Czas pracy to jedna z najważniejszych części prawa pracy. Jakakolwiek regulacja tego obszaru dotyka bezpośrednio każdego pracownika i każdego pracodawcę. Na przykładzie tych przepisów można by uczyć studentów prawa na czym polega istota ochronnej funkcji prawa pracy. Pamiętajmy przecież (o czym w trakcie spotkania wspomniał też pan Mleczko), że pierwsze chyba historycznie regulacje prawne w zakresie praw pracy dotyczyły maksymalnego dnia pracy…

Rozkład interesów jest w miarę klarowny i pokazał się już w trakcie prac Komisji Trójstronnej.  Centrale związkowe nie są zainteresowane radykalną zmianą, a już na pewno nie takimi nowościami, jak wydłużenie okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy, czy oddawanie wolnego za nadgodziny zawsze w proporcji  1:1. Pracodawcy natomiast dążą do poluzowania przepisów o czasie pracy, które generalnie mają bezpośrednie przełożenie na koszty działalności. Oczywiście o wyniku tego starcia wizji zdecydują w końcu politycy, ale coś mi się wydaje, że tym razem szansa na zmianę pozytywną dla pracodawców istnieje.

Po pierwsze dlatego, że inicjatorem nowelizacji jest, zdaje się, samo ministerstwo, które podjęło temat jakiegoś przedłużenia mechanizmów wprowadzonych przez ustawę antykryzysową. Obowiązująca w latach 2009 – 2011 regulacja pozwalała m.in. na przedłużenie okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy, czy też przejściowe obniżanie wymiary czasu pracy i wynagrodzeń. Po jej wygaśnięciu apetyty na tego rodzaj regulacje pozostały i ministerstwo, zachęcone pozytywnym w sumie oddziaływaniem ustawy antykryzysowej, widocznie sprzyja procesowi ustalania zmian w zakresie czasu pracy. Po drugie, nic na razie nie wskazuje, aby gospodarka rozwijała się w najbliższym czasie w tempie wyższym niż 1,5% czy 2%, a to już oznacza, że firmom jest (i będzie) trudno utrzymać dobrą dynamikę. Poluzowanie gorsetu kodeksu pracy dałoby im nieco więcej pola manewru i o to pracodawcy teraz walczą. Po trzecie – wydaje mi się (choć to moje domysły), że centrale związkowe w tak trudnym ekonomicznie czasie raczej nie mają wielu argumentów przeciwko samej idei złagodzenia rygorów o czasie pracy. No, i w końcu arytmetyka sejmowa – po czwarte …  

Na stole leżą dwa projekty zmiany działu VI Kodeksu pracy. Mały – pozytywnie oceniony przez pracodawców, a nie budzący zachwytu związków zawodowych, oraz duży – będący właściwie zbiorem większości zgłoszonych postulatów z obu stron. Na razie są one przedmiotem prac  (czego poniedziałkowe spotkanie było wyrazem), i różny może być efekt końcowy, czyli oficjalny projekt zmiany przepisów. Ciekawsze propozycje, jakie pojawiły się w dyskusji i jakie (a przynajmniej niektóre z nich) mogą znaleźć się w projekcie, to: 

  • Wspomniany już 12-miesięczny okres rozliczeniowy,
  • Ruchomy oraz przerywany czas pracy,
  • Rozliczanie nadgodzin również w kolejnych okresach rozliczeniowych,
  • Obniżenie dodatków na nadgodziny (trudny temat),
  • Zmiana definicji doby pracowniczej,
  • Usunięcie pojęcia pracy zmianowej,
  • Zrównanie dyżuru z pracą w nadgodzinach.

 Według zapowiedzi ministerstwa oficjalny projekt nowelizacji ma pojawić się jeszcze w grudniu. Czekamy zatem.

Bogusław Kapłon

Bogusław Kapłon
Radca Prawny, Partner

boguslaw.kaplon@dzp.pl

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *